Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wywiad

18 marca 2019

NR 36 (Marzec 2019)

O sporcie, wyzwaniach i ciężkiej pracy

0 104

Rozmowa z Piotrem Borą, trenerem klasy mistrzowskiej w lekkiej atletyce.

Panie Piotrze, od czego zaczęła się Pana przygoda ze sportem?

Moja przygoda ze sportem, podobnie jak pewnie wielu moich rówieśników, zaczęła się od gier i zabaw… na podwórku. To właśnie tam graliśmy w piłkę nożną, siatkówkę. Tam też były początki lekkoatletyki. Na sławetnym podwórku była też piaskownica, więc skakaliśmy wzwyż, w dal i próbowaliśmy naśladować tych, co skaczą trójskok. Nie obce były mam rzuty. Rzucaliśmy „piłeczką palantową”. Oj, nie zawsze lądowała we właściwym miejscu. Czasem były to parapety lub okna tych, co mieszkali na… parterze.
Oczywiście zimą jeździliśmy na łyżwach, wcześniej przygotowując z pomocą starszych kolegów i pod nadzorem osób dorosłych, lodowisko. Tam też były początki hokeja. Dodam tylko, że nie było takiego sprzętu, jaki mamy dziś. Niektórzy mieli prawdziwe kije hokejowe, a inni coś, co sami wykonali i wyglądem przypominało przyrządy, których używa się do gry w hokeja. 

Na podwórku każdy miał swojego idola. Grając w piłkę nożną, każdy z nas chciał być legendarnym Włodzimierzem Lubańskim z Górnika Zabrze. Po zdobyciu złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium (1972 r.), wszyscy oszaleli na punkcie piłki nożnej. Dwa lata później piłkarze zostali trzecią drużyną świata, choć już bez kontuzjowanego Pana Włodzimierza. Ale nie tylko piłka nożna była popularna na naszym podwórku. W 1974 roku siatkarze, trenowani przez Huberta Wagnera, zostali mistrzami świata, a dwa lata później zdobyli złoty medal na Igrzyskach w Montrealu. W każdej wolnej chwili graliśmy więc w siatkówkę, zaciekle dyskutując, kto jest lepszy: Tomasz Wójtowicz czy Edward Skorek. 

Aż nadszedł rok Igrzysk Olimpijskich w Montrealu. Zarwane noce (ze względu na różnice czasu, transmisje odbywały się w nocy polskiego czasu), wspaniałe emocje, zwycięstwa i porażki. 

Niezapomniany bieg po złoty medal i rekord świata Ireny Szewińskiej. Kontuzja, łzy Władysława Kozakiewicza, jednego z faworytów skoku o tyczce. Jednak inny Polak – Tadeusz Ślusarski – wygrał ten konkurs. Władysław Kozakiewicz cztery lata później uciszył swoim gestem moskiewską publiczność i zdobył złoty medal, ustanawiając rekord świata.

I coś, co utkwiło w mojej pamięci, pamięci kilkuletniego chłopca… Pojedynek w deszczu. Skok wzwyż mężczyzn. Jeden faworyt, Amerykanin, Dwight Stones. Tylko on miał wygrać te zawody. Stało się inaczej. Mistrzem olimpijskim został 19-letni Polak, Jacek Wszoła. 

Na podwórku każdy chciał być Jackiem i skakać tak, jak on. Niestety, skok wzwyż (technika flop) wymaga odpowiedniego sprzętu. Na podwórku nie było takiego, więc trzeba było szukać klubu sportowego i tam był taki duży materac (zeskok).

I tak to wszystko się zaczęło.

Jaka była ścieżka Pana kariery sportowej, która w rezultacie doprowadziła Pana do objęcia funkcji trenera reprezentacji Polski w lekkiej atletyce? 

Zawodnikiem byłem bardzo przeciętnym, ale będąc jeszcze na studiach (AWF Kraków), wykazywałem pewne predyspozycje trenerskie, pomagając w zajęciach czy prowadząc treningi dla dzieci i młodzieży. Po ukończeniu studiów (kierunek trenerski – lekkoatletyka), zostałem pracownikiem uczelni. Starałem się łączyć teorię z praktyką, prowadząc grupy młodzieżowe. Cały czas doskonaliłem swój warsztat trenerski (po kilku latach zostałem trenerem klasy mistrzowskiej). Wraz ze mną rozwijali się moi podopieczni. Mam tę satysfakcję, że doprowadziłem ich od pierwszego treningu do igrzysk olimpijskich. Taki „osobisty” program: „Od młodzika do olimpijczyka”.

Co, Pana zdaniem, jest konieczne do osiągnięcia sukcesu w lekkiej atletyce? Czy bardziej liczy się talent, czy wyłącznie ciężka praca?

Predyspozycje (talent) są podstawą osiągnięcia wyników nie tylko w sporcie. Jeśli nie mamy talentu, nie uzyskamy sukcesów też w innych dziedzinach życia. Talent musi być poparty pracą adekwatną do wieku i możliwości organizmu. Sam talent nie wystarczy, aby zostać mistrzem. Z kolei ciężka praca może doprowadzić do przeciążeń, kontuzji, a często nawet do wcześniejszego zakończenia pięknie rozpoczętej kariery sportowej. 

Czy ma Pan „oko” do młodych talentów?  W jaki sposób dobiera Pan podopiecznych?

Tak jak wspomniałem wcześniej, miałem tę przyjemność, że doprowadziłem swoich podopiecznych od pierwszych treningów do sukcesów na arenie krajowej i międzynarodowej. Często na pierwszy rzut oka zawodnik w młodym wieku nie wykazuje specjalnych predyspozycji do danej dyscypliny czy konkurencji. Należy cierpliwie czekać. 

Jaki jest Pana największy sukces jako szkoleniowca?

Bardzo trudne pytanie… W historii polskiego skoku wzwyż mieliśmy mistrza olimpijskiego i rekordzistę świata (Jacek Wszoła), mieliśmy medalistę igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata (Artur Partyka). Byli to wielcy zawodnicy, ale nigdy nie byli najlepsi na świecie w danym sezonie. Ja miałem tę przyjemność, że doprowadziłem Aleksandra Waleriańczyka do najlepszego wyniku (236 cm) na świecie w 2003 roku. 

Na równi z tym osiągnięciem uważam sukcesy innego mojego podopiecznego, skoczka w dal – Marcina Starzaka. Oprócz kilku rekordów Polski, podczas naszej współpracy, blisko 40 razy skoczył 8 metrów i dalej. Obawiam się, że bardzo długo będziemy czekać na następcę.

Z kolei inny mój wychowanek, sprinter (trzeci wynik na 100 metrów w historii polskiej lekkoatletyki) – Dariusz Kuć to wielokrotny finalista i medalista wielu imprez międzynarodowych. Darek to ostatni polski sprinter (100 metrów), finalista Mistrzostw Europy. Już ponad dekada minęła od tego wydarzenia.

W jaki sposób motywuje Pan swoich podopiecznych w trudnych chwilach, kiedy nie zawsze wszystko się udaje?

W sporcie są sukcesy i porażki. Tak było, jest i będzie. Ważne, aby osiągając sukces, wiedzieć, dlaczego się go osiągnęło. W przypadku porażki jest podobnie. Musisz dowiedzieć się, co zrobiłeś źle, że przegrałeś. Zawsze tłumaczę swoim podopiecznym, że wygrywamy razem, ale przegrywamy też razem. To nas motywuje do dalszej pracy.

A jak Pan motywuje siebie do pracy i zagrzewania innych do walki o wyniki?

Z czasem sposób mot...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Wychowanie Fizyczne i Zdrowotne"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych, w tym scenariuszy zajęć
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy